Kategorie: Wszystkie | etnografia | miasta | przyroda | region | schemat i indeks tras | trasy
RSS
czwartek, 25 października 2007

 

                     

Zagroda

Urządzeniem obejścia kierowały stałe reguły. Miało ono kształt prostokąta o pow.1-2 ha i szer.50m, przylegającego węższym bokiem do drogi. 2-3 m od niej ustawiano zwrócony szczytem dom.Obejscie otaczał plot żerdziowy lub u biedniejszych-wiklinowy;z misternie wykonana nieraz furtka. Zasiedlanie zaczynano od wykopania studni; dopiero na końcu wznoszono dom. Na przeciwległym krańcu zagrody, na linii domu sytuowano stodołę. Generalnie obora, stajni i szopa mieściły się pod wspólnym dachem i zajmowały jedną stronę podwórza. Wówczas chlew, drwalnia i spichlerz znajdowały się naprzeciwko,aby gospodarz mógł widziec,co dzieje się z inwentarzem.We wsiach-ulicówkach i samotnych zagrodach dom łączył się szczytem ze stajnią. Pomiędzy nią a budynkami gospodarczymi istniało przejście na pole, tzw. zasiek. Obora posiadała dodatkowe półdrzwiczki, służące do wietrzenia, zamykane nierzadko na drewnianą zasuwę. Wystawa była rodzajem wiaty w ciągu zabudowań gospodarczych, z jedną tylnią ścianą, gdzie wieszano chomąta, uprząż, narzędzia i stawiano wozy. Obok studni leżało koryto (krypa) do pojenia zwierząt. W zagrodzie nie mogło zabraknąć dołu na jarzyny i nabiał (parsk) lub jego piwnicznej odmiany – sklepu – o ceglanym sklepieniu i wystającym nad ziemię, zaokrąglonym wejściu. Na polu stał bróg – szopa na siano, pokryta strzechą, z ruchomym, czterospadowym dachem. Nocą zamykano ulicę wiejską od strony pól i lasu, aby zabezpieczyć się przed wilkami.

Dom i jego zdobnictwo

XVIII-wieczne lustracje poświadczają istnienie prymitywnych chałup z chrustu i gliny (Porządzie), stawianych bez fundamentów wprost na piasku. W 1921 roku 95% domostw było drewnianych, zaś w latach 30-tych Obryte, Osuchowa, Poręba, Psary, Nagoszewo i Trzcianka nie posiadały ani jednego murowanego budynku. Do poł. XIX w. większość domostw była jednoizbowa. Budowano zazwyczaj w konstrukcji zrębowej (naroża łączono na węgieł), mniej ważne budowle, np. chlew i szopę wznoszono w konstrukcji słupowej albo z plecionki. Jeszcze przed stu laty podłogę zastępowało klepisko. Piękny zwyczaj zdobienia chałupy rzeźbą przeniknął w poł. XIX wieku m.in. z Puszczy Zielonej. Po tym względem Puszcza Biała ustępowała tylko terenom Podhala.

 

                                                   Zdobione szczyty chałup i koźlarze (śparogi)- wg Marii Żywirskiej.

 Stromy szczyt chaty, zwrócony do drogi, zwieńczony był ozdobnie wyciętymi zakończeniami wiatrówek –„śparogami” lub „koźlarzami” (rogalami). Były to motywy głów zwierzęcych, rogów, toporów, być może o funkcji kultowej, znane już na Rusi i w Skandynawii. Przed wojną zastąpiono je na wzór miejski „pazdurem” („spicą”); ostrym grotem, wspartym na poziomej listwie, czasem dekorowanym kogutkami, łasicami i wiewiórkami.

Cały trójkąt szczytu a także drzwi pokrywały skomplikowane motywy geometryczne, układane z małych, heblowanych deseczek. Rzeźbiona był belka szczytowa („opaś”), deska u dołu szczytu („zakład”), obramienia okien, naroża domu. W latach 20-tych, prawdopodobnie pod wpływem architektury letniskowej, rosyjskich budynków kolejowych i podręczników ciesielskich, rozkwit przeżywały zdobienia gzymsów nadokiennych (koron): od prostych trójkątów po zawiłe kompozycje linearne. W Trzciance na 100 domów nie powtarzał się żaden nadokiennik!

W latach 30-tych w związku z obróceniem domu frontem do drogi nadokienniki straciły znaczenie na rzecz ganków z misternie rzeźbionym szczytem. Naśladowano w ten sposób również szlacheckie siedziby.Nie wiadomo jak doskonałym dziełem sztuki byłyby dziś puszczackie domy, bowiem po II wojnie zabroniono wznoszenia drewniaków.

Aż do 1939 r. nad każdą chałupą wznosił się słomiany dach dwuspadowy.

    Dlaczego mieszkańcy Puszczy Białej stronią dziś od wspaniałej architektonicznej spuścizny, a zdobione chaty (te ocalone, nie przeznaczone na opał lub chlewy) spotyka się tylko u zmanierowanych właścicieli działek letniskowych?

WNĘTRZE KURPIOWSKIEJ CHATY

Rozstawienie sprzętów było charakterystyczne dla Mazowsza, Podlasia i Kurpiowszczyzny. W izbie dominował trzon kuchenny. Naprzeciw wisiała szafka z naczyniami. Przy progu stał cebrzyk-konwasik z wiadrem i blaszaną kwartą. Na wprost drzwi, przy ścianie szczytowej ustawiano łóżka, wymoszczone słomą, lnianymi płachtami, przykryte wielka pierzyną. U wezgłowia piętrzyły się poduszki w ozdobnych powłoczkach, sznurowane kolorowymi tasiemkami (ich liczba świadczyła o zamożności gospodyni). Pomiędzy łóżkami lokowano stół, okryty koronkowymi serwetkami, z krucyfiksem (pasyjką) otoczonym bukietem sztucznych kwiatów. Piec, przedłużający płytę kuchenną, otaczała ława („zydel”) i stołki. Obok pieca wisiał drążek na odzież lub stał kufer i krosna. W oknach umieszczano obrazki religijne, doniczki z pelargoniami i mirtem (do komunii, ślubów). Z dużej izby wydzielił się alkierz, służący do spania, tkania, lub jako spiżarka. Zasłona zastępująca drzwi do alkierza ułatwiała gospodarzowi kontrolowanie wierności małżonki, gdy ta mieszkała w oddzielnym pomieszczeniu. W sieni sytuowano kiedyś piec chlebowy, zostawiano narzędzia, tu stała drabina na strych. Meble cechowało misterne wykonanie. Łóżka posiadały wysuwane szuflady; krótsze boki – tyliki – zdobiono i malowano na ciemnobrązowo. Krzesła miały siedzenia wyplatane z pulwiańskiej trzciny (z ich wyrobu słynął Apelski z Rząśnika). Pięknym elementem wnętrza był „ślaban” – wąska kanapa z ozdobnym oparciem.

 

    Kompletnie zachowane zagrody szlacheckie, odtworzone wiejskie ulice z zabudowaniami, towarzyszące wsiom obiekty przemysłowe (młyny, wiatraki, kuźnie), chaty z kompletnym wyposażeniem wnętrz a nawet pieczołowicie obsiane ogródki - to wszystko spotkamy niestety tylko w mazowieckich SKANSENACH: w Ciechanowcu, Sierpcu, Nowogrodzie, Suchej.

STRÓJ I GWARA BIAŁYCH KURPI

Strój codzienny i świąteczny

Odzież wykonywano z surowców przygotowanych i przerobionych we własnym gospodarstwie. Jej cechy indywidualne formowały się już w początkach XVIII wieku i nosiły wpływy sąsiednich terenów Puszczy Zielonej. Wcześniej ubierano się w szare, samodziałowe stroje i zwierzęce skóry. Po uwłaszczeniu, gdy chłopi stali się bogatsi i zaczęli aspirować ( nie tylko ubiorem) do naśladowania innych warstw społecznych, stroje stały się wykwintniejsze w wykonaniu i zdobieniu. Istniały pewne drobne różnice między strojami grup tzw. pułtuskiej i ostrowskiej. Najpierw zaprezentuję odświętną odzież parobka. Składała się na nią biała koszula z lnianego płótna z „obsytką” (kołnierze i mankiety); „przedsobek” (przód z gładszego płótna); sukienne granatowe spodnie wpuszczone w wysokie buty; sukienny spencerek („lejbzik”) – krótki, bez kołnierza, zapinany na dwa rzędy drobnych guzików; czerwony pas. Koszule wiązano pod szyją czerwoną tasiemką („faworkiem”). Parobek nosił na głowie granatową rogatywkę (tzw. „ćtery prawdy”, obszytą czarnym barankiem) lub „rondelki”. Po 1914 roku strój ten wyparł samodziałowy uniform w typie miejskim. Strój męski tworzyły „capa” z siwego baranka z wywiniętymi bokami; „ciamara” (w święto sukmana) z jasnoszarego sukna, obszyta czarną taśmą, z fałdami tylnymi; „portki w bronzki” (w pasy” biały, żółty, czerwony, czarny); „buśki” (łykowe łapcie) lub wysokie buty z ułożonym w obwarzanki cholewami.

Bardziej skomplikowany i bogaty był strój kobiecy. W jego skład wchodziła lniana koszula (do kolan, z bogato haftowanym kołnierzem i mankietami) oraz „kiecka” z kabatem, zwane „kitel”. Kiecka to spódnica krajana, z tyłu mocno marszczona, z przodu gładka. Jej dół podszywano pasem płótna („szychem”, często z paciorkami i cekinami). Kabat (stanik) był gładko wcięty, nie posiadał rękawów, zapinał się na drobne guziczki lub dwie haftki. Kabat wraz z kiecką stanowił zszytą całość. Do kitla codziennego wkładano fartuchy zapaśne, czyli lniane i grube o ciemnych barwach, ożywionych wąskimi,pionowymi pasmami zieleni i czerwieni. Kobieta idąc do sklepu lub sąsiadki zmieniała zapaskę. Po 1918 roku kitel zastąpiła spódnica – kiecka grubo tkana, z perkalowym kaftanem wypuszczonym na wierzch.Dolny brzeg kiecki i fartucha zdobil szeroki galon z cekinami,dajacy bogate efekty swietlne.  Na głowach noszono perkalowe chusteczki, złożone po przekątnej i zawiązane wysoko z tyłu głowy. Drewniane trepy („pioruny”) zamieniono z czasem na czarne trzewiczki z cholewkami, sznurowane czerwoną tasiemką. Strój wykańczały sznury korali. Hafty i zdobienia są białe lub czerwono-czarne. Kitel oraz kieckę do użytku codziennego potrafiła uszyć każda gospodyni.

Gwara

Gwara kurpiowska jest jedną z gwar mazowieckich. Charakteryzuje ją występowanie wielu archaizmów i zmiękczanie spółgłosek, np. pi wymawia się jak psi, bi-jak bzi (piwo-psiwo, biały-bziały), f-jako si, w-zi (ofiara-osiara, wisi-zisi). Głoskę m zastępuje n (miasto-niasto).

Słownik polsko-kurpiowski: Lekcja 1

Ziemia-zien

Dziewczyna-dziewcok

Kwiaty-ksioty

Kogut-psiejak

Gałąź-chluba

Komary-migi

Ołówek-psisak

Odmieniec-otnianek

Poprawiny-potarcyska

BARTNICY,FLISACY,TKACZKI-dawne zajęcia Puszczaków

Bartnictwo i pszczelarstwo

Było dziedziną gospodarki szczególnie faworyzowaną. Organizacja bartnictwa opierała się na dawnym prawie zwyczajowym spisanym w 1630 r. i potwierdzonym przez Zygmunta III Wazę. Bartnicy posiadali własną organizację zw. Starostwem Bartnym ze starostą i sędziami. Jednostką bartną był bór, zwany barcią, składający się z 60 pni (dzieni), przydzielony jednemu bartnikowi. Ten eksploatował barcie, znacząc je rytymi na pniach drzew znakami, zw. Signo lub kleima. Do boru należała także łąka i kąt rolny. Bartnik nie płacił czynszu, lecz raz w roku, w dniu św. Jadwigi (15. X) składał dworowi biskupiemu daninę w postaci rączki miodu (ok. 8 garnców). Bartnictwo podupadło w XVII w. a odbudowa po zniszczeniach nie przyniosła rezultatu. W 1773 roku na 6606 dzieni tylko 1462 było osiadłych. Zdarzały się przypadki zabierania Kurpiom barci przez zarządców folwarków, nierzadko pokrzywdzeni bartnicy sami je z zemsty potem niszczyli. Innym pszczelarzom odmawiano prawa do użytkowania łąk, co wydatnie obniżało dochody (sprzedaż siana w miastach była bardzo zyskowna). W 1837 roku specjalną ustawą nakazano usunięcie barci i bartników z puszczy. Tradycje bartnicze kontynuowano w pasiekach z pniami. Roje przeważnie wyrzynano po kryjomu w borach.

 

Znaki bartne (wg Marii Żywirskiej).

    Na pnie (ule) wybierano smukłe, proste sosny. Obdzierano je z kory, drążono wewnętrzną miazgę („dziano barć”). W środku pnia, w górne ściany wbijano parę poziomych drążków-ososzków, na których pszczoły zaczynały budowę plastrów. Zależnie od grubości pnie stawiano (ule-stojaki) lub kładziono (leżaki). Wewnątrz smarowano je woskiem, aby zwabić lub zatrzymać rój. Na okres zimy wylot zalepiano gliną. Miód wybierano w lipcu, we wrześniu podkarmiano słabe roje. Zawsze zabierano do 1/3 plonu. Pszczelarz odstraszał pszczoły dymem z tlącego się w glinianym garncu próchna wierzbowego. Słodka woda pozostała z oddzielenia miodu od wosku, była ulubionym napojem w czasie jesiennych sianokosów. Gospodarstwo sprzedające miód rozpoznawało się po czerwonym krzyżu na okiennicach.

    Pszczoły traktowano jako istoty rozumne. Zawiadamiano je nawet o śmierci gospodarza. Stare porzekadło głosiło: „nikomu pscół nie dawaj, ani nie przedawaj, bo się mogą ozgniewać i pójdą”, a wraz z nimi odejdzie szczęście od gospodarza. Innym zwyczajem związanym z pszczelarstwem było przepuszczanie słabych pszczół przez piastę koła w celu ich wzmocnienia.

 

 Flisactwo (orylka)

„Chodzenie na ryzę” było jednym ze źródeł dochodów: wytrawni flisacy i oryle transportowali tratwami bale drzewne. Rozkwit flisactwa wiązał się z intensyfikacją wyrębów. Był wielką szansą zarobku dla małorolnej ludności puszczy. Flisactwo rozwijało się między 1864 rokiem a początkiem XX w. (ostatni spływ 1914). Bywało, że na orylkę szło z samego Brańszczyka 500 osób.

    Jesienią i zimą drewno zwożono na bieńdugi, przygotowując je do transportu. Największe bieńdugi zlokalizowane były naprzeciwko ujścia Liwca, pod Tuchlinem, między Starymi i Nowymi Budami – nad Bugiem oraz Narwią w Popławach i Zambskach. W okresie międzywojennym angażowano tutejszych flisaków do spławiania drewna z Puszczy Białowieskiej. Najchętniej werbowano zdolnych majstrów do budowy tratew, całe załogi flisackie i ważnych, organizacyjnych retmanów, umiejących przeprowadzić tratwy przez mielizny i meandry. Istniała silna rywalizacja między załogami Kamieńczyka a Brańszczyka, przejawiająca się w regularnych bijatykach w czasie zabaw, świąt i odpustów. Na początku XX wieku Kamieńczyk zamieszkiwało 40 retmanów i 100 podmajstrzych. Załoga liczyła zawsze 70 osób. Karierę retmańską rozpoczynał flisak po przyuczeniu; dopiero zarządzenie ministra komunikacji z 1933 roku wymagało od kandydata 36 miesięcy praktyki, umiejętności czytania, znajomości przepisów wodnych.

   Wiosną korowano drewno na bieńdudze: sosnę na czerwono (zdejmowano wierzchnią warstwę kory), świerk na biało (korowanie całkowite). Po ustąpieniu lodu na wodach przybrzeżnych wyznaczano „oborę” (ogrodzony prostokąt 150 x 30 m) do której spuszczano po 8-10 bali, zbijając je „bysiem” (poprzeczną belką). Tak powstawała najmniejsza jednostka tratewna – „tafel”. Spławiano tafle 12, 15 20. 10 tafli stanowiło sznur, 5 sznurów – 1 tratwę. Stąd przeciętna długość tratwy, wynosząca 140-150 m. Długości szerokość tratwy zależała od szerokości rzeki oraz istnienia na niej śluz (np. na niebezpiecznym Kanale Augustowskim). Tafle i sznury łączono mocnymi wiciami w ten sposób aby zachować zwrotność. Wicie były uprażonymi korzeniami dębiny, olszyny i brzeziny. Drut nie przyjął się, niszczył drewno. Na tratwie znajdowała się kryta słomą buda do spania dla 6-8 osób, wiosła (drygawki) i hamulce (śryk). 10 tratew stanowiło kolej (70 osób), podległą retmanowi. On sam płynął na łódce-krakówce, badał prąd wbijając żerdzie w miejsca mielizn. Spław trwał do 3 tygodni.

   W latach 20-tych XX wieku obrotny retman mógł zarobić w ciągu lata na kupno 2-3 mórg ziemi. Młodzi flisacy stanowili we wsi elitę, odznaczali się modnym ubiorem, niektórzy szpanowali zegarkami z tombakowymi dewizkami. Powrót z flisu był świętem wsi – mężczyźni przywozili z Gdańska ozdoby, zabawki i lekarstwa. Flisaków tutejszych widywano nawet na Sanie i Warcie; oprócz drewna zdarzało im się przemycać ludzi za granicę pruską.

    Flisactwo w rzeczywistości posiadało niską rangę społeczną, gorszą od wywozu czy obróbki drewna lub rybołóstwa, m.in.dlatego, że flisacy rekrutowali się z parobków i małorolnych. Mocno skrytykował ten fach K.Wóycicki w 1840 r: ”Po zabiciu ich głodnego zarobku z hodowli pszczół rzucili się Kurpie do orylki czyli najmowania na statki i tratwy. Sposób ten zarobkowania jest także miemałym demoralizowaniem ludu...Oryl wystawiony ciągle na skwar, deszcze i zimno, rad pije i przepija zarobek, przynosząc złe obyczaje”. Krążyły dowcipy o wszach oryli, ktore mogą toczyć boje z wronami. W tawernach masowo „łapano”choroby weneryczne.

 Tkactwo

Należało do typowych zajęć kobiecych. Warsztat tkacki nazywał się „krosnami”. Potrafili wykonać go zdolniejsi stolarze, jego wymiary wynosiły 1,4 x 1,5 m. Przeniesienie nici ze snowalni na krosna wiązało się z szeregiem precyzyjnych ruchów. Krosna składały się z pionowych „staciw” i podłużnych „sponów”, tworzących szkielet urządzenia. „Nicionki” nasuwane były grubymi nićmi. Dolny spon posiadał przymocowane „podnóże” – dwupedałowe do tkania w tzw. dwa cepy (splot zwykły). Dla tkanin wzorzystych używano podnóże sześciopedałowe. Tkanina wykonana w 3 cepy zwała się „w śnureczki”, w 4 – „w skrzydełka”, „w cąstki” lub „w okienka”, „w ducki”. Surowcem dla tkactwa była – oprócz lnu i wełny – wprowadzona w XIX wieku bawełna (gur) oraz włóczka.

Tkanie rozpoczynały kobiety w połowie lutego, gdy wydłużały się dni. W ciągu jednego dnia, odrywając się od zajęć w obejściu, gospodyni potrafiła utkać ścianę zwykłego płótna (60-70 cm szerokości), niewielką buronkę, 2-3 worki. Zimą, jeśli tkano, bito rekordy, np. gospodyni z Porządzia wyprodukowała 125 m zwykłego płótna (25 ścian), 5 ścian grubszego na kiecki i ubrania, 3 – na buronki. W 1928 roku Wiktor Szczepanik z Obrytego utkał 40 ścian zwykłego płótna.

Pod względem różnorodności tkanin Puszcza Biała i Zielona przodowały w Polsce. Produkowano tkaniny lniane nie barwione, grubsze, na worki, sienniki i pieluchy. Tkaniny lniane barwione przeznaczano na pościel, codzienne fartuchy, nakrycia wozów, łóżek, obrusy. Tkaniny lniano-bawełniane barwione służyły jako koszule kobiece i ręczniki, niebarwione – jako pościel, kiecki – „dreliski (w kratę). Z tkanin wełnianych wyrabiano sukna samodziałowe na sukmany – ciamary. Wymagały one folowania – polewania wrzątkiem i rozcierania drewnianym smykiem. Tkaniny wełniane przeznaczano też na tzw. „buronki”, o dwustronnym wzorze, tkane w 6 cepów, w kratę, wykańczane frędzlą, a ponadto zszywane z dwóch części (decydowały o tym małe rozmiary krosien). Najlepiej znanym typem buronki był „dywan”. Z wyrobu dywanów słynął wyszkowski tkacz W. Składanowski. Pracował on na podwójnym warsztacie tkackim, szyjąc bardzo drogie dywany o wymiarach 2,20 x 1,5 m, ciężkie, pięciokilowe. Otrzymywały je w wyprawie ślubnej najzamożniejsze dziewczyny.

Nigdy nie farbowano tkanin, lecz nici do ich wyrobu. Używano barwników przygotowanych samodzielnie z wywaru roślinnego. Janowiec dawał kolor zielonawo-żólty, zegleń – rdzawoczerwony, kora dębowa – jasnobrązowy, kora olszowa – zielonawy, brzozowe listki – żółty, zielone żyto – zielony, sasanki – niebieski. Uprzedni zmoczone w zimnej wodzie tkaniny gotowano w wywarze. Barwnik utrwalano płukaniem nici w ciepłej wodzie z octem.

Tkaniny sporadycznie sprzedawano na targach. W 1830 roku zyski pozwalały na opłacenie podatków i czynszów, a mimo to niechętnie pozbywano się materiału. Gospodynie tkały dla sąsiadów w zamian za odrobek w polu lub owoce i warzywa.

HAFTY,PLECIONKI,WYCINANKI-dawne zajęcia Puszczaków

Sianokosy

   Najlepsza trawa rosła w Małym i Wielkim Kole nad Bugiem. Najbardziej cenionym gatunkiem była żytniówka-wysoka, o dłuższych kłosach. Trawa niższa, szybko przekwitająca, nazywała się serocaj. Najgorsza, kozia broda, rosła przy samym brzegu, była często zalewana wodą niska i trudna do cięcia. Letnie sianokosy rozpoczynały się po św. Janie (24 czerwca). Na łąki przybywano całymi wsiami, pozostając przez kilka dni. W rogach własnej działki zatykano drągi-wieszki i patrząc na nie przedeptywano miedze graniczne na tyle szerokie, aby kosząc nie naruszyć trawy sąsiada. Trawę cięto kosami, pozostawiano do przeschnięcia, potem przewracano grabiskiem. Wzorowe wysuszenie kośby uchodziło za sztukę („przesusone siano sypie się jak siecka”). Następnie siano stożono – na wyniesieniach terenu. Najpierw układano koło z gałęzi olchy lub wierzby, chroniące od wilgoci, o średnicy 2,5 m. Pośrodku wbijano drąg (scięzor). W środek układano gorsze siano. Zasadniczo pracowało troje ludzi: układający, podający (kobieta), kierujący. Była to praca wymagająca zręczności. Siano nie mogło być ani ubite, ani zbyt luźne, gdyż mogło zgnić. Dużą wagę przywiązywano do foremności stogu – krzywy profil stawał się obiektem kpin, szydzono z jego właściciela. Siano zwożono do wsi w czasie mrozów, gdy zamarznięte potoki umożliwiały przejazd wozom. Zwyczaj ten zarzucono dość wcześnie z powodu kradzieży.

   Skupienie łąk na brzegach Pulw i rzek zdecydowało o znacznym oddaleniu własności od wsi macierzystych. Mieszkańcy Ochudna i Leszczydołu jeździli aż na Wlk. Koło, tj. ok. 20 km (również dziś chłopi z Osuchowej jadą po swoje siano aż pod Udrzyn). Wieś zatrudniała wspólnie opłacanego mostownika, który pilnował jej łąk. Na okres sianokosów strażnik układał kładki na kanałach i rowach, wtedy też płacono mu od każdej, wywiezionej fury.

 

Wikliniarstwo

   Rozwinęło się dla potrzeb warsztatów koszykarskich w Pułtusku i Wyszkowie, korzystających z rosnącej na nadbużańskich piaskach wikliny, bardzo mocnej i elastycznej. Zajmowano się nim dorywczo w maju i czerwcu. Wiklinę ścinano o świcie, aby trzymała wilgoć, Następnie przystępowano do „bielenia chlub”, czyli zdejmowania kory; witki przeciągano między końcami rozszczepionego pręta („klisce”), ściskając te końce. Praca była żmudna; uszkodzenie rdzenia wici niszczyło surowiec. Aby uzyskać centar witek, 2-3 osoby musiały pracować przez 15 godzin. Większe zarobki uzyskiwali ci którzy potrafili przetrzymać wiklinę w odpowiedniej wilgotności do zimy, gdy jej cena podwajała się.

Plecionkarstwo

   Był domeną mężczyzn w wolne, zimowe wieczory. Przed wojną pozostawało na poziomie prymitywnej techniki krzyżowo-żeberkowej. Wyplatano kosze „derdoły” do połowu ryb, „baduły” do ich przechowywania, opłotki. W latach 20-tych pleciono też z korzeni jałowca i sosny; duże znaczenie miała znajomość układu i głębokości położenia korzeni. Robiono z nich koszyczki z przykrywką i misterne dzbanki na jagody oraz maliny, tak ściśle splecione, że przenoszono w nich też i płyny. Z trzciny, zwanej rokiciną, rosnącej na Pulwach, wyplatano siedzenia krzeseł (bialy rdzeń sitowia naklejano również na wydmuszki).

Wycinankarstwo i haft.

   Wycinanki wyrabiano początkowo z kolorowego papieru dla ozdabiania izby. Pierwotnym typem była „leluja” przypominająca roślinę w doniczce. Później wycinano gwiazdki, kółka, siatki, itp. Najsłynniejsze są wielobarwne „zielka”i „wstęgi”, koguty a także skomplikowane kompozycje w formie zaprzężonej bryczki z ludźmi.

   Haft Puszczy Białej jest największym osiągnięciem dziedziny w kraju. Haftowano na biało lub czerwono- czarno, w kółka i zielka, na koszulach, sukniach i czepcach. Dziś haftuje się tylko serwety i obrusy.

OSADNICTWO W PUSZCZY BIAŁEJ- historia

Najstarsze osadnictwo koncentrowało się wzdłuż Narwi i Bugu. Na urwistym, wysokim brzegu powstawały pierwsze osiedla ludzkie. Archeolodzy odkryli ślady pobytu człowieka pod Pułtuskiem sprzed I000  lat, a pod Tuchlinem i Kamieńczykiem cmentarzyska z okresu wpływów rzymskich. Wzdłuż Bugu od epoki brązu przebiegał najstarszy w Europie szlak handlowy, łączący Bałtyk z Morzem Czarnym i Kijowem. Źródła archeologiczne poświadczają na Bugu ruchliwy szlak wodny, biegnący Dnieprem, Prypecią, Bugiem i Notecią do Kruszwicy. Zapewne podróżował nim w V. w. p. n. e. Herodot, kupcy rzymscy zgubili tu wiele monet, ciągnęli Goci a Chrobry wiódł wojów na Kijów.

Tereny te weszły w skład państwa pierwszych Piastów. Była to wówczas nieprzebyta puszcza, dzieląca Mazowsze od Prus. W Pułtusku założono obronną warownię, powstało Popowo. W akcie Bolesława Śmiałego istnieje wzmianka o Serocku (Syrozh), miejscu przepraw karawan i komorze celnej. Szerzej o zasięgu osadnictwa informuje dopiero dokument Konrada Mazowieckiego, wydany w 1203 roku dla biskupa płockiego, nowego właściciela puszczy, potwierdzający wcześniejsze nadania. Wymienia m.in.: Brańszczyk, Drwały, Nagoszewo, Obryte, Psary, Pniewo, Zambski. Rozległe bagna i gęste bory, kasztele i osieki broniły osadników przed najazdami Jaćwingów i Litwinów. Biskupi popierali chłopskie osadnictwo, od XIV w. zasilone drobnoszlacheckim. Z powodu słabych gleb nie rozwinęła się większa własność. Z tego terenu wyszły fale migracyjne do Puszczy Zielonej.

Żywszy ruch osiedleńczy notuje się w XV wieku. Łączy się on z lokowaniem wsi na prawie niemieckim a także z włączeniem Mazowsza do Korony, przez co przestaje ono być niespokojną rubieżą. W połowie XVI wieku powiat kamieniecki, obejmujący puszczę, liczył 1377 wolnych kmieci i stanowił wyspę w morzu osadnictwa szlachty zagrodowej. Najchętniej kolonizowano płn-zach. rubieże puszczy ze względu na urodzajność gleb i wcześniejsze wytrzebienia. W 1434 roku prawa miejskie uzyskuje Ostrów Mazowiecka i szybo staje się prężnym ośrodkiem rzemieślniczym. Liczba wsi podwaja się.

   Niszczące wojny szwedzkie, zagony kozackie, wojny saskie i nawroty zarazy powodują dewastację i wyludnienie wsi. Zarysowała się konieczność sprowadzenia osadników z zewnątrz. Właściciele puszczy, biskupi płoccy, kierowali się przy tym ideą ochrony boru, zachowania zwierzo- i drzewostanu, gdyż gospodarka leśna (bartnictwo, smolarstwo, potażnictwo, rudnictwo, łowiectwo i krudowanie łąk) była znacznym źródłem dochodów. Selekcjonowano więc zgłaszających się ochotników pod kątem jej znajomości. Jednoczesnie tępiono samozwańczych osadników, którzy bezpardonowo wypalali sobie pola. Akcja, zainicjowana przez bpa S.Załuskiego trwała 60 lat (1730-1790). Osiedlano Kurpiów z Puszczy Zielonej, idealnie obytych z borem. W XVIII wieku przybyło ich trzystu, zapełniając m.in. wsie Borsuki, Ochudno, Lemany, Pniewo, Porębę, Trzciankę, Knurowiec, Białebłoto, Udrzyn, Dudowiznę, Nagoszewo, Małkinię. Osadzani na podstawie pisemnego, imiennego zezwolenia, czasem na upatrzonym terenie, mogli krudować zarośla przez wyznaczony okres – pomiar i oczynszowanie gruntów następowały niekiedy po 6 latach. Często ojciec i syn dawali początek osadzie (np. Borsukom, Cieńszej, Przyjmom, Knurowcowi, Białemubłotu). Śpieszono się, aby zagospodarować możliwie duże działki. Po pomiarach osadnicy-czynszownicy zobowiązani byli do płacenia dziesięciny kościelnej (korzec żyta i jęczmienia) oraz podatków do skarbu królewskiego (pogłówne i hyberna). Najbardziej atrakcyjna wydawała się możliwość rozporządzania swoim majątkiem i dobytkiem, przez co Kurpie starali się doprowadzić je do pełnej użyteczności oraz możliwość sprzedawania płodów rolnych, zwierzyny, potażu -po odprowadzeniu podatku. Chłopi pańszczyźniani z okolicznych folwarków i wsi, notorycznie wyzyskiwani i niepewni swego losu mogli pozazdrościć takich przywilejów (zachowane instrukcje rewizorów mówią o niezwykle rygorystycznym ściąganiu świadczeń i obowiązków w tamtym okresie). Kmieć-osadnik musiał być jednocześnie smolarzem i myśliwym. Daniny uiszczał w postaci posług lub płodów leśnych, z których część pozostawała w jego spiżarni.

     Jeszcze w początkach XVIII wieku przeciętny mieszkaniec puszczy posiadał 2 woły, 2 krowy, konia. Trzymanie więcej niż pary wołów świadczyło o zatrudnianiu parobka, który dodatkową parą odrabiał na pańskim. Zwiększający się ucisk pańszczyźniany powodował upadek gospodarki i ubożenie puszczaków. Obowiązywała  określona ilość dni pańszczyzny sprzężajnej i pieszej, dni tłuki, daninę i dziesięcinę zamieniono na wysoki czynsz pieniężny. Świadczenia ściągano rygorystycznie, posługi rozszerzano nagle o np. tłoczenie oleju, kaszy. Zamożniejsi gospodarze korzystali z taniej siły roboczej, jaką byli mieszkający u nich kątem bezrolni komornicy.W XVI w. dochodzilo do walk bartników ze starostami i chłopów z jezuitami. Wielokrotnie uboga szlachta zagrodowa, zmuszana do pańszczyzny, uciekała do lasu i grupowała się w bandy, napadające na dwory i folwarki.

   W 1755 poddany proboszcza brańszczykowskiego oprócz prac polowych musiał „proso po półkorcu na jagły utłuc, rzepę i warzywa wykopać, ogrody dwa razy popleć, konopie wyrwać, głowacze wyrwać, omoczyć, zmedlić, uprząść z połowy półwłóczka półtora łokcia na motowidło, kapustę wyciąć, obrać i posiekać do beczek”. „Oracz każdy powinien na dzień mórg jeden zaorać, redlić na dzień tyle, ile przez dwa dni orać, młócić oziminy po snopków 30, a jarzyny po 50. Kaszy z jakiegokolwiek zboża połwłócznej na rok po korcu a lnu pół ćwierci zrobić i wybić”...

   Wg lustracji z XVIII w. kurpiowskie wsie czynszowe nie były tak gęsto zaludnione jak w XVI, jednak pod względem liczby mieszkańców, zagospodarowania i posiadanego inwentarza przodowały nad wsiami pańszczyźnianymi- a więc przywileje zrobiły swoje.

   Od 1075 puszcza niezmiennie należała do dóbr biskupów płockich, rozciągających się między Płockiem a Zambrowem. Od XVI wieku wschodnią część biskupszczyzny zaczęła zasiedlać drobna szlachta zagrodowa, przejmując folwarki i wójtostwa. Od północy puszcza sąsiadowała z majątkami szlacheckimi Nowodworskich, Gostkowskich, Skłodowskich i Komorowskich. Dochodziło do licznych sporów o kopce graniczne i zaorywania miedz. Trójkąt Wyszków-Pułtusk-Serock należał do folwarków szlacheckich i instytucji kościelnych. W XIII w. puszczę administrowały 3 kasztelanie, w XVI wieku zamieniono je na 4 klucze, dzielące się na folwarki. Kluczami zarządzali urzędnicy duchowni – komisarze (ekonomi), mierzący osadzane grunty, zbierający daniny i czynsze, rozpatrujący skargi, pełniąc przy tym funkcje starosty bartnego. Z początkiem XVI wieku i osadnictwa na prawie niemieckim rozpowszechniła się instytucja wójta, wybieranego spośród gromady (wsi). Przewaga stanu kmiecego nadal wyróżniała puszczę na tle okolicy. W 1796 roku dobra biskupie upaństwowiono, kończąc sześciowiekowy okres racjonalnej gospodarki oraz względnej swobody i dostatku puszczakow.

   W XVII wieku przeciętna wieś nie przekraczała liczby 20 rodzin (wg lustracji z 1773 roku liczba zagród wynosiła: w Porębie 27, Białymbłocie i Rząśniku – 24, Psarach – 23, Brańszczyku – 13, Pniewie – 9). W wielu wsiach powtarzały się nazwiska, co świadczy o kojarzeniu małżeństw wśród „swoich” i skoku demograficznym. W końcu XVIII wieku dobra biskupie miały 7872 katolików i 319 żydów. Ci ostatni przejściowo obejmowali karczmy, browary, gorzelnie, smolarnie, skupowali drewno. Gdy odeszli biskupi, zabraniający Żydom wstępu do miast, ci skutecznie konkurowali z tamtejszymi rzemieślnikami, zdobywając klientów bezpośrednio we wsiach, poprzez wędrowne kramarstwo. W końcu XVIII stulecia zaznaczyła się niewielka migracja osadników z Niemiec. Pamiątką po nich są nazwy: Lutry, Holendry. W 1859 roku powiat pułtuski liczył już 1750 osób pochodzenia niemieckiego. W gminie Długosiodło, podobnie jak Żydzi, utworzyli większe skupiska (17% mieszkańców). Chętnie wybierali rozparcelowane wójtostwa Obryte i Gładczyn oraz bagienny skraj Pulw (Gródek-Lutry, Kąty-Lutry, Kabat), tam też utrzymywali odrębność narodową. W głębi puszczy, ze względu na brak kościoła protestanckiego i zawieranie mieszanych małżeństw asymilowali się. Liczba ludności polskiej wzrosła natomiast w latach 1827-1857 trzykrotnie. W 1921 roku było tu 70 000 Polaków.

   Kolejny etap powstawania nowych osad (XIXw.)  wiązał się z uwłaszczeniem, nowymi nadziałami i rozrostem rodów, co przyczyniło się oczywiście do rozdrobnienia gruntów. Osiedla pojawiały się także po likwidacji łanów wójtowskich i sołeckich (Ojcowizna, Nw. Brańszczyk). Proces rozpadu gruntów trwał po rok 1939. O ile jedna rodzina skupiała początkowo w swoich rękach 1-2 włóki, teraz zdarzały się 15-morgowe poletka. Wielu Kurpiów emigrowało „za chlebem” do USA, miast i fabryk, nie mogąc utrzymać rodziny z nieurodzajnych gruntów o niewielkim areale albo pozostając bez ziemi. Ruszano nawet do Brazylii po skuszeniu przez oszustów -rzekomych agentów tamtejszych plantatorów. Podróż kończyła się zwykle kradzieżą pieniędzy i wyproszeniem ze statku.

Nowe wsie nosiły nazwy wywodzące się od przynależności społecznej mieszkańców, np. Obryte Poduchowne, Rząśnik Włościański, Rząśnik Szlachecki, Gładczyn-Folwark, inne upamiętniały uwłaszczenie przez rząd: Podrządzie, Gródek Rządowy lub po prostu rozpad wsi na kilka kolonii (np. Wielatki).

    Otwarcie linii kolejowych (w 1862 roku do Petersburga, w 1893 do Ostrołęki z Małkinii i w 1897 roku z Tłuszcza do Ostrołęki), uwłaszczenie chłopów, zniesienie granicy celnej Królestwa Polskiego z Rosją powoli przyczyniło się do wzrostu uprzemysłowienia tych terenów, oraz postępującej urbanizacji. W dużych wsiach (Brańszczyk, Obryte, Nagoszewo, Turzyn) istniały karczmy, w gminnych skupiło się rzemiosło (szewcy, bednarze, cieśle, sklepy). Z czasem warsztaty przeniosły się do miast, a wraz z nimi znikło domowe farbiarstwo, powroźnictwo, garncarstwo. Wieś długo borykała się jeszcze z problemem przeludnienia, po I wojnie światowej dochodziło do strajków i protestów. Pod kościołem obowiązkowym obrazkiem były proszące o wsparcie tłumy starych i biednych. Najmowano się do pracy w podostrołęckich dworach za przysłowiową strawę i ziemniaki (tzw. „chodzenie na bandoskę”), nieliczni szczęśliwcy zdobywali pracę w cegielniach, na kolei, przy budowie dróg i cięciu lasu. Pozytywną stroną przemian społeczno-gospodarczych był intensywny rozwój szkolnictwa i organizacji spółdzielczo-oświatowych.

   Współcześnie wśród upraw dominuje żyto i ziemniaki, najmniej jest pszenicy i jęczmienia. Plony są nadal najniższe w kraju. Hoduje się głównie trzodę chlewną.